• Home
  • Jak producent mebli odzyskał kontrolę nad kosztami ciepła w lakierni i suszarni

W wielu zakładach produkcyjnych energia cieplna jest jednym z największych kosztów operacyjnych. Problem polega na tym, że… często nikt nie wie dokładnie, ile jej naprawdę zużywa.

Tak było również w przypadku jednego z liderów branży meblarskiej w Polsce.

Firma posiadała nowoczesny park maszynowy, dobrze zorganizowaną produkcję i wysoką jakość wyrobów. A mimo to jeden obszar pozostawał „czarną skrzynką” — zużycie ciepła w lakierni i suszarni.

Ciepło było wykorzystywane codziennie, intensywnie i w dużych ilościach. Ale nikt nie był w stanie odpowiedzieć na proste pytania: ile dokładnie kosztuje lakierowanie jednej partii? Ile energii pochłania suszenie? I co najważniejsze — gdzie ta energia się marnuje?

Problem, którego nie widać w raportach

Z perspektywy zarządu wszystko wyglądało poprawnie. Produkcja działała, zamówienia były realizowane, a instalacje grzewcze „robiły swoje”.

Tyle że rachunki za energię rosły.

Bez rozbicia na konkretne procesy nie dało się określić, czy problem leży w technologii, organizacji pracy, czy samej instalacji. Energia była kosztem wspólnym — rozmytym, trudnym do analizy i jeszcze trudniejszym do optymalizacji.

To bardzo typowa sytuacja.

W większości zakładów dane o energii kończą się na jednym liczniku głównym. A przecież to nie licznik generuje koszty — tylko konkretne procesy.

Pierwszy krok: zacząć mierzyć to, co naprawdę ma znaczenie

Decyzja była prosta: trzeba w końcu zobaczyć, gdzie i ile energii jest zużywane.

W tym celu wdrożono dwa ultradźwiękowe ciepłomierze Micronics U1000 — osobno dla lakierni i suszarni.

Kluczowe było jednak nie samo urządzenie, a sposób jego wdrożenia.

Zakład nie mógł pozwolić sobie na przestoje. Lakiernia to wąskie gardło produkcji — jej zatrzymanie oznacza realne straty.

Dlatego zastosowano technologię clamp-on, która pozwala zamontować czujniki bez ingerencji w instalację. Bez cięcia rur, bez zatrzymywania produkcji, bez ryzyka.

W praktyce oznaczało to, że pomiary zaczęły działać niemal od razu, a firma po raz pierwszy uzyskała dostęp do rzeczywistych danych o przepływie i zużyciu energii cieplnej

Moment przełomowy: kiedy pojawiają się dane

Największa zmiana nie nastąpiła w instalacji. Nastąpiła w świadomości.

Już po kilku dniach było jasne, że wcześniejsze założenia nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.

Okazało się na przykład, że instalacja zużywa ciepło także wtedy, gdy produkcja nie pracuje. System grzewczy działał według stałych ustawień, a nie rzeczywistego zapotrzebowania.

Niby drobiazg — ale w skali miesiąca oznaczał realne straty.

Jeszcze ciekawsze były różnice między zmianami. Ten sam proces, te same produkty, a zużycie energii potrafiło się znacząco różnić. To jasno pokazało, że problem nie leży tylko w technologii, ale również w sposobie pracy.

I wreszcie — coś, czego wcześniej w ogóle nie było: możliwość policzenia kosztu energetycznego konkretnego procesu.

Nie szacunkowo. Nie „mniej więcej”. Tylko dokładnie.

Od danych do realnych oszczędności

To właśnie ten moment odróżnia firmy, które „zbierają dane”, od tych, które na nich zarabiają.

W tym przypadku pierwsze działania były bardzo proste:

  • dopasowanie pracy instalacji do godzin produkcji,
  • eliminacja zużycia energii poza procesem,
  • uporządkowanie pracy między zmianami.

Bez inwestycji w nową infrastrukturę. Bez rewolucji technologicznej.

Po prostu dzięki temu, że w końcu było widać, co się naprawdę dzieje.

Co się zmieniło w praktyce?

Największą wartością nie były same oszczędności (choć te pojawiły się bardzo szybko).

Największą zmianą było odzyskanie kontroli.

Firma zaczęła:

  • rozumieć, które procesy są najbardziej energochłonne,
  • widzieć wpływ decyzji operacyjnych na zużycie energii,
  • podejmować decyzje na podstawie danych, a nie intuicji.

To fundament pod kolejne kroki — integrację z systemami MES, analizę KPI czy optymalizację całych linii produkcyjnych.

Dokładnie tak wygląda nowoczesne podejście do zarządzania energią: dane w czasie rzeczywistym → analiza → optymalizacja → oszczędności

Wnioski, które można przenieść do każdego zakładu

Ten case nie jest wyjątkowy. Wręcz przeciwnie — jest bardzo typowy.

W większości zakładów:

  • energia jest jednym z największych kosztów,
  • ale jednocześnie jednym z najmniej analizowanych obszarów.

A prawda jest prosta:

nie da się optymalizować tego, czego się nie mierzy

Czasem wystarczą dwa punkty pomiarowe, żeby odkryć rzeczy, które generują dziesiątki tysięcy złotych strat rocznie.

Co dalej?

Dla tego producenta mebli był to pierwszy krok.

Ale często właśnie od takich wdrożeń zaczyna się większa zmiana:

  • pełny monitoring energii,
  • analityka produkcyjna,
  • realna optymalizacja kosztów.